Refleksje o Poznaniu po powrocie z Walencji, II

Część II Poznań
Ale gdzie w tym wszystkim myśl o Poznaniu?
Spacerując po Jardín del Turia myślałem o poznańskim Parku w Starym Korycie Warty, który również powstał w miejscu dawnego biegu rzeki.
To skojarzenie ma dla mnie wymiar osobisty. Nasza firma, Inwestycje Wielkopolski, wspólnie z ówczesną Radą Osiedla Stare Miasto, była inicjatorem powstania tego parku. Początki sięgają około 2013 roku, kiedy realizowaliśmy w sąsiedztwie inwestycję Nowe Chwaliszewo.
Nasze zaangażowanie miało bardzo konkretny wymiar. Przekazaliśmy Miastu Poznań znaczącą darowiznę finansową, która – wraz z analogicznym wkładem Rady Osiedla – umożliwiła uruchomienie dalszych środków miejskich. Kluczowe było także szybkie przygotowanie projektu – powstał on na nasze zlecenie i koszt w Pracowni 1050 pod kierunkiem Mariusza Więcka
i również został podarowany Miastu. Dodatkowo sfinansowaliśmy zakup i nasadzenia kilkudziesięciu drzew sprowadzonych
z Holandii.
Łączna wartość naszego wkładu przekroczyła pół miliona złotych.
Jakie są więc te refleksje?
Z jednej strony – satysfakcja. Jak na tego typu inwestycję park powstał stosunkowo szybko – w ciągu około trzech lat od rozpoczęcia konsultacji społecznych, w których aktywnie uczestniczyliśmy. Na początku słyszeliśmy, że realizacja może potrwać co najmniej dekadę.
Z drugiej strony – z dzisiejszej perspektywy, wzmocnionej doświadczeniem Ogrodów Turii, mam poczucie niedosytu. Park mógłby wyglądać inaczej. Przede wszystkim brakuje w nim tak bujnej i intensywnej zieleni.
Był to świadomy wybór, wynikający m.in. z postulatów uczestników konsultacji, którzy proponowali przywrócenie rzeki do dawnego koryta. Choć już wtedy było wiadomo, że jest to mało realne, to jednak zdecydowano się ograniczyć nasadzenia
w centralnej części. W efekcie drzewa pojawiły się głównie „na brzegach potencjalnego biegu rzeki”.
Pamiętam, że już wtedy nie widziałem sensu w takim rozwiązaniu, ponieważ rzekę przeniesiono właśnie po to, by chronić centrum miasta przed potencjalnym zagrożeniem powodziowym. Ten argument nie wszystkich jednak przekonywał. Dziś symbolem marzenia o powrocie rzeki w to miejsce jest zaprojektowana przez Mariusza Więcka, mieszcząca się w centralnej części parku, fontanna w formie „korka”, przez który przelewa się woda.
Może kiedyś w tym miejscu ponownie popłynie rzeka?
Poważniejsza refleksja dotyczy jednak sposobu wykorzystania tej przestrzeni. W przeciwieństwie do Walencji, w Poznaniu stworzyliśmy park tylko na połowie obszaru starego koryta. Drugą połowę – od strony zachodniej i północnej – w dużej mierze oddaliśmy samochodom, przeznaczając ją na parkingi.
Moim zdaniem, nie jest to rozwiązanie szczególnie atrakcyjne ani dla mieszkańców, ani dla odwiedzających miasto. Tymczasem mieszkańcy Walencji już 50 lat temu, w zupełnie innych realiach, politycznych i społecznych, odrzucili pomysł przeznaczenia wyrwanej naturze przestrzeni na infrastrukturę drogową.
Może warto do tej dyskusji wrócić także w Poznaniu? Być może obecna Rada Osiedla Stare Miasto mogłaby – wzorem swoich poprzedników – zainicjować kolejny etap zmian i spróbować odzyskać tę przestrzeń dla mieszkańców i przyrody jednocześnie?
Przy tej okazji warto też zastanowić się nad przyszłością pawilonu Nowa Gazownia. Gdy powstawał 15 lat temu, komunikowano, że będzie obiektem tymczasowym, funkcjonującym przez około trzy lata, do czasu uruchomienia nowych przestrzeni w Starej Gazowni. Dziś trudno uznać go za element architektoniczny, pozytywnie wpływający na wizerunek tej części miasta. Z pewnością nie jest to obiekt ikoniczny.
Podobnie można spojrzeć na sposób upamiętnienia mostu Chwaliszewskiego. Obecna forma – będąca niczym więcej jak pozostałością po bożonarodzeniowej dekoracji świetlnej sprzed wielu lat – nie akcentuje odpowiednio historycznego ducha i znaczenia tego miejsca. .
Na koniec jeszcze jedna refleksja – dotycząca nazwy. „Park w Starym Korycie Warty” brzmi dość technicznie i mało atrakcyjnie. Być może warto rozważyć nazwę bardziej oddziałującą na wyobraźnię, np. „Ogrody Warty” – oczywiście pod warunkiem, że rzeczywiście stałyby się ogrodami w pełnym tego słowa znaczeniu.
Mam przy tym świadomość, że ograniczenie miejsc parkingowych bez zapewnienia alternatywy spotkałoby się z dużym oporem. To realne wyzwanie. Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu, że potencjał przestrzeni, która niegdyś została zabrana naturze, zasługuje na coś więcej niż parking samochodowy.
Tak przynajmniej uważam.
Andrzej Marszałek



